Świdnica/Strzegom

Pisarka emocjonalna
autor: Andrzej Dobkiewicz, redaktor naczelny Świdnickiego Portalu Historycznego
Agnieszka Dobkiewicz jest pisarką, publicystką i dziennikarką i działaczką społeczną. Studiowała polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Jest stypendystką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz prezeską Fundacji IDEA, która promuje dziedzictwo historyczne i kulturowe Dolnego Śląska i wydaje Świdnicki Portal Historyczny, jeden z największych portali historycznych w regionie. Jej pomysłem była organizacja „Białego Marszu” upamiętniającego kobiety, które trafiły do obozu koncentracyjnego KL Gross-Rosen na Dolnym Śląsku. Jako prezeska fundacji IDEA inicjowała działania zmierzające do ratowania dziedzictwa kulturowego Dolnego Śląska, m.in. za sprawą historyków ze Świdnickiego Portalu Historycznego patronowała i wspierała uratowanie płyty nagrobnej burmistrza z XIV wieku czy XVI-wiecznych rzeźbionych głów kamiennych z dawnego ratusza Miejskiego w Świdnicy. W 2023 roku sprowadziła na Dolny Śląsk z Żydowskiego Muzeum Galicja w Krakowie wystawę o jednej z więźniarek obozu koncentracyjnego Gross-Rosen w Rogoźnicy, z którą przez dwa lata odwiedziła wiele miejscowości na Dolnym Śląsku. Za swoją działalność otrzymała tytuł „Zasłużonej dla Miasta Świdnicy”.
Płaszczyzną, na której Agnieszka Dobkiewicz realizuje swoje zainteresowania, jest także literatura. W swojej twórczości dotyka tematów zapomnianych lub niewygodnych. Na pewno też wyjątkowych pod względem emocjonalnym. Jest autorką dwóch przejmujących książek związanych z obozem KL Gross-Rosen: „Mała Norymberga. Historie katów z Gross-Rosen” i „Dziewczyny z Gross- Rosen. Zapomniane historie obozowego piekła”.
„Mała Norymberga. Historie katów z Gross-Rosen” to zbiór reportaży o obozowych katach, napisanych przez pryzmat tragedii, jakie zgotowali oni swoim ofiarom. Bezmyślna, tępa siła i wszechobecna nienawiść człowieka do człowieka. Znany dziennikarz, reporter i pisarz Marek Łuszczyna stwierdził, po lekturze „Małej Norymbergi” że: Dobkiewicz udało się wejść w umysł schwytanego zbrodniarza wojennego…
W „Dziewczynach z Gross-Rosen” autorka ponownie mierzy się z tragedią ofiar, tym razem ukazując losy młodych kobiet. Pokazuje hart ducha i wolę przeżycia, dzięki któremu udało im się ocaleć z Marszy Śmierci, kiedy były gnane boso w kilkunastostopniowych mrozach. Ale przywołuje też dziewczyny, które nie zdołały wypełnić danej sobie obietnicy i marzeń, że przeżyją i że zjedzą słodkie…truskawki…
„Dziewczyny z Gross-Rosen” pięknie zrecenzował Michał Wójcik, dziennikarz i historyk: Z zaledwie sześciu nici Agnieszka Dobkiewicz utkała kobierzec, przy którym bledną arrasy wawelskie. To historie kobiet, które trafiły na samo dno człowieczeństwa i albo tam zostały, albo jak Ruth czy Halina żarliwie żyły dalej mimo straszliwego piętna.
Wstrząsające.
Obie książki doczekały się w Polsce kilku wydań, osiągając status bestsellerów. Zostały także przetłumaczone i wydane w Czechach.
Trzecia książka Agnieszki Dobkiewicz „Pożydowskie. Niewygodna pamięć” to – podobnie jak we wcześniejszych publikacjach – zbiór reportaży, tym razem o przenikaniu się kultury polskiej i żydowskiej i konsekwencjach z tego wynikających.
To dwanaście żydowskich miesięcy i dwanaście reportaży, które zmuszają do refleksji i poszukania odpowiedzi na pytanie – jak daleko w głąb polskiej tożsamości sięgają żydowskie korzenie. Spalenie statutu kaliskiego przez narodowców w 2022 roku odbiło się na świecie szerokim echem. Międzynarodowa społeczność wyraziła swoje głębokie oburzenie, a dla Agnieszki Dobkiewicz był to jeden z impulsów do zmierzenia się z kwestią, kiedy cudze zaczyna być, własne, a (po)żydowskie przeistacza się w polskie. Z książki dowiadujemy się, co to znaczy być Żydem we współczesnej Polsce oraz co dzieje się, gdy po polskim mieście chodzi się z gwiazdą Dawida. Autorka zabiera nas w podróż przez osiemdziesiąt lat skomplikowanych relacji polsko-żydowskich w powojennej historii Polski; od baśniowych ilustracji Jana Marcina Szancera i nieznanej twarzy Lema, przez kaliskie lalki szirlejki i koszerne pierniki z Torunia, po nieznaną historię słowika wileńskiego getta, tragedię i listy do małego Henia, cudem uratowaną ze zbiorowego grobu Czeszkę czy Holocaust „made in Hollywood. To historie, które nierzadko rozrywają duszę na strzępy. O książce pięknie napisał Konstanty Gebert: W żadnym innym języku nie ma tego słowa. W niemal żadnym innym kraju nie ma tego zjawiska. I nigdzie się tak bardzo nie milczy o pożydowskim jak w Polsce.
Najnowsza książka Agnieszki Dobkiewicz – „Zamek Książ. Historia opowiedziana głosami służących” to książka wyjątkowa. Napisana została przy współpracy z Mateuszem Mykytyszynem, który udostępnił część wykorzystanych w książce materiałów archiwalnych i konsultował treść, napisanej przez Agnieszkę książki, pod kątem historycznym. Zarówno pod względem konstrukcyjnym, jak również sposobu ujęcia tematu. Do tej pory historia trzeciego co do wielkości – po warowni w Malborku i rezydencji na Wawelu – zamku w Polsce, pisana była przez pryzmat arystokratycznego rodu von Hochberg, który władał Książem przez czterysta lat i który dziś jest wykorzystywany do promocji zamku. O Hochbergach i ich świecie wiemy sporo.
Tymczasem autorka w swojej książce pokazuje nam inny, równoległy świat, który istniał obok Hochbergowskiego, pełnego blichtru, bogactwa, zbytku i rozrzutności. Agnieszka Dobkiewicz odkrywa świat tych, którzy służyli wielkim Hochbergom, i których postaciami zapełnia na nowo zamkowe wnętrza. Postaciami, które całkowicie umknęły z ludzkiej pamięci i kart historii, a tworzyły swoje własne, zamknięte miejsce na ziemi. Dla autorki to swojego rodzaju „mikrokosmos”. Choć oba te światy siłą rzeczy były całkowicie odrębne i różniły się chociażby w sposobie postrzegania rzeczywistości, to jednak przenikały się wzajemnie, tworząc pewnego rodzaju koegzystencję.
Świat postaci, które na nowo przywróciła do życia i naszej pamięci Agnieszka Dobkiewicz, praktycznie był do tej pory – z nielicznymi wyjątkami – zupełnie nieznany. Autorka przede wszystkim w oparciu o archiwalia, dokumenty, ale też relacje. listy i pamiętniki prezentuje nam w książce 24 postaci z tego „mikrokosmosu”. Ale nie jest to książka historyczna. Nie są to też zwykłe biografie. Agnieszka Dobkiewicz po raz kolejny sięga po swoją ulubioną formę literacką – reportaż.
Z charakterystyczną dla siebie lekkością pióra, nie zaniedbując jednak kontekstu historycznego i operując faktami historycznymi, snuje godzina po godzinie opowieść o nieznanym świecie. Bo też czas jest dla tej opowieści niezwykle istotny. Każdy z 24 reportaży w książce to jedna godzina z życia jej bohaterów. Każdy reportaż zaczyna się o kolejnej godzinie, wybijanej przez zamkowy zegar. Razem z postaciami odkurzonymi przez autorkę przenosimy się do wcześniejszych okresów ich życia. Te retrospekcje są ważne dla konstrukcji literackiej książki, która ma niemal powieściową narrację. A przecież to historie prawdziwe.
W tej książce jest wszystko – uciekający, bezwzględny czas, trochę sentymentalizmu i melancholii, nostalgia i tęsknota bohaterów za czymś, co już nie wróci, ich rozterki i dylematy, radości, smutki i tragedie. Redaktor odpowiedzialny za książkę w Wydawnictwie Agora stwierdził, że ta książka „otula jak ciepła kołderka”. Bo też wiele w niej jest czułości i ciepła.
– Zanim zaczniecie się wgłębiać w tę historię o kruchości ludzkich spraw, przemijaniu i ludzkiej sile przetrwania, zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, jak zegar na wieży zamku bije wytrwale: bim-bom, bim-bom, bim-bom… W grudniu 2025 roku, niemal na finiszu pisania książki, odwiedziłam Zamek Książ. Doznałam wtedy bardzo przyjemnego uczucia. Dotarło do mnie, że w tłumie turystów nie jestem sama. Na dziedzińcu zamkowym spotkałam kamerdynera Hanusska, który z przerażeniem przyglądał się umieszczonym tu rzeźbom. Zza rogu wybiegł do mnie przypominający białego wilka Wolf i odprowadził razem ze służącą Gertrude Geise do samego zamku. Tam zobaczyłam wbiegającą po schodach pokojówkę Kathe Römisch, która zapewne przed chwilą odebrała na poczcie u Heinricha Newetzkata pocztówkę i pędziła do pokoju, by ukradkiem czytać wyznania od ukochanego chłopca ze Świdnicy. Zniknęła mi z oczu na półpiętrze, gdzie przed marmurowym popiersiem Conrada Ernsta Maximiliana czekał na mnie kasztelan Fichte, by – pobrzękując kluczami – odprowadzić mnie aż na pierwsze piętro. Tam kolejno przychodzili do mnie i odchodzili niemal wszyscy bohaterowie tej książki i w ich towarzystwie zwiedzałam Książ. Była to moja najwspanialsza wizyta w tym miejscu. Bardzo chciałabym, by po przeczytaniu tej książki każdy jej czytelnik doznał tego samego i mógł zwiedzić zamek w towarzystwie ludzi, których historie tu opowiedziałam. Wierzę bowiem w siłę wyobraźni i otwartości na opowieść, jaka toczy się wokół nas – pisze we wstępie do książki Agnieszka Dobkiewicz.
A wszystko to w rytm bicia starego książańskiego zegara…
